piątek, 18 kwietnia 2008

Myśli-kruki

Życie to jednak zabawne jest. Niby wszystko się układa, niby powinno być lepiej, a jednak czasami mam wrażenie, że jest gorzej. Albo zupełnie źle. Że wszystko jakoś nie tak. Niby częściej się śmieję, niby ostatnio tak naprawdę poczułam, że jestem akceptowana, a jednak kiedy nadchodzi wieczór, wszystko się sypie jak domek z kart. Piguły na sen i do przodu. Rano uśmiechnięta, pełna docinków żarcików i optymizmu, wieczorem jakby mi ktoś zabrał pół duszy, której szukam, szukam i nie mogę znaleźć. Dziwne myśli, dziwny świat snuje się wokoło. Ktoś by powiedział, że mam po prostu za dużo wolnego czasu i powinnam wziąć się do jakiejś roboty. Możliwe. Ktoś zaproponowałby rozmowę. Kurde, po długim czasie nauczyłam się mówić o tym co bolało w przeszłości, traktując ją jak zgraną kartę, lekkie wspomnienie jak złamanie nogi czy podobne doświadczenie. To dlaczego nie potrafię znaleźć tego co się dzisiaj we mnie dzieje? Nie, rozmowa nie pomaga. Za dużo we mnie zwierzęcości. Chowam ten cały syf głęboko, który żadna rozmowa nie wyciągnie. Nie chcę go wyciągać. A jednak przychodzi moment, kiedy muszę to z siebie wyrzucić, wepchnąć do szafy by odgarnąć trochę własne ja. Tylko kiedy wszystko z tej szafy wyleci? Kiedyś musi. No właśnie kiedyś. Dopóki wiem, że to nie będzie dziś, jutro czy za tydzień – dobrze jest. Ale potem… Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Całe szczęście, że mam ten swój kawałek sieci, gdzie wygarniam wszystko jak do szafy. Na razie nie wypadnie.

Nie chcę zastrzyku z endorfiny. Chcę czuć łzy i gniew. Może znajdę ten cierń, który nocami nie daje spać. Może nie.

Nie ważne.
Ważne.
Teraz.
Nigdy.
Zapomnij.
ZA-PO-MNIJ!

To chyba przyszłość. Nie emocje, uczucia na szczęście. Idę więc zabrać się do jakiejś roboty, by nie myśleć. Zamknąć się poza czasem. Poza wczorajszym bólem, dzisiejszą rozterką między radością a rozpaczą, jutrzejszym strachem. Posprzątam pokój, wkuję stosunki albo podłubię przy fińskim.

Szkoda, że myśli nie mają funkcji „off”, a tylko „online” i „stand-by”.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Martucha każdy tak ma, na swój inwidualny sposób.
A emocje trzeba wyzwalac, albo wygadac...
Nie poklepię cię po pleckach i nie pow bedzie dobrze. Bo tak musi być.
Ale jestes silna i wierzę ze dasz radę na tym zakręcie mysli..