niedziela, 30 marca 2008

Sny względem dalsze

„I przyjdzie Anioł, a ziemia spłynie krwią. Miecz jego Przerażenie, a koń Trwoga. Pod jego ostrzem padać będą istoty, a posoka ich splami jego skrzydła. Czterech dzikich jeźdźców będzie szło za nim gasząc ognie jego gniewu. Nadejdzie Anioł zniszczenia, drżyjcie więc przed jego gniewem!”

Athernefael „Księga słów ostatecznych”


Cholera! – przygryzł papierosa, po czym rzucił go na ziemię i obcasem wgniótł go w rdzawe błoto. Chwilę później wgłębienie zamieniło się w niewielkie jeziorko czerwonawej cieczy. Splunął. Wzrokiem szukał czegoś, czym mógłby otrzeć miecz. Nie znalazł. Omiótł po raz kolejny gruzowisko. Płomienny tatuaż na policzku zaczął przygasać. Jeszcze kilka minut temu jarzył się oślepiającym blaskiem. Chciał rozłożyć skrzydła, ale polepione pióra odmówiły posłuszeństwa. Westchnął.
Po chwili stukot kopyt niebytu przyniósł czterech konnych.
-Jasna dupa, Światłoniesień czy Jadobożek nie zrobiłby lepszej masakry. – odezwał się jeden z nich.
-Idźcie. Dokonało się.
W szaleńczym śmiechu pomknęli dalej.
Znak zgasł, a po policzku Anioła spłynęła łza. Zawirowała w kąciku ust, podążała dalej brodą, aż kapnęła na wbity miecz. Biegła po klindze, rozmazując brunatne ślady i wsiąkła w podłoże. Zniknęła.

A Anioł przestał istnieć.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

ANIOłY??

Anonimowy pisze...

Ethelenka;) żeby Ciebie wkręcić, to człowiek musi się dopiero nagimnastykować;D Normalnie musiałem aż melatoninę poskręcać;D Pozdrawiam;)