Ponieważ moje zapatrywania religijne są chyba znane to przejdę od razu do meritum. Zastanawiałam się co może być istotą boga, jego siłą sprawczą. Zgodnie z doktryną wielkich religii monoteistycznych pytanie zupełnie nie jest na miejscu ponieważ są to "byty obiektywne istniejące od zawsze i na zawsze niezależne od innych czynników; są absolutami". W religiach politeistycznych zaś odpowiedź jest prostsza - rodzą się z chaosu, kosmosu, wcześniejszych bogów itd. Nasuwa się też drugie pytanie - czy bóg może umrzeć? W pierwszym przypadku odpowiedź jest taka sama, w drugim - tak, w wyniku opisanego w mitologii końca świata.
Skoro bogowie religii monoteistycznych są absolutami, w takim razie ich pomińmy przyglądając się religiom kładącym nacisk na wielobóstwo. Każda z religii uznawanych obecnie za „pogańskie” posiadała swój panteon bóstw, swoje cuda, dowody na istnienie „bytów wyższych”, miejsca święta, bohaterów/świętych/półbogów. Dlaczego dziś ci bogowie stoją na półkach razem z dawnymi władcami, opowieściami, legendami i bajkami? Ćwiek w swoim „Kłamcy”* przekłada koncepcję, że bogowie aby istnieć potrzebują wyznawców. Teoria zdaje się prosta i logiczna – więcej wyznawców = silniejszy bóg. Stąd wynika prosto, że Zeus miał siłę i istniał dopóki miał swoich czcicieli. W końcu stracił swoich kapłanów na rzecz m.in. chrześcijaństwa i to stało się przyczyną jego odejścia w niepamięć czyli mówiąc krótko śmierci.
Jakie wynikają z tego wnioski? Spójrzmy na koniec świata. Są one mniej więcej analogiczne we wszystkich mitologiach łącznie z judeochrześcijańską ** koniec świata łączy się z końcem istnienia części/większości bogów, kresem świata ludzi i stworzeniem nowego porządku. Ja spróbuję to wyjaśnić na przykładzie Ragnäroku. Ma to być dzień ostateczny podczas którego w walce zginą wszyscy główni bogowie – przetrwa Baldur, bóg światła, który odszedł do Hel, krainy śmierci. Zagładzie ulegnie oprócz świata bogów także Midgard, świat ludzi. Dopiero Baldur jako wielki kreator utworzy nową krainę bez wojen i cierpienia.
Największym skutkiem Ragnäroku będzie jak wspomniałam „śmierć” Odyna, Thora, Tyra i reszty rządzącej ekipy. Dochodzę do wniosku, że istnieją dwie możliwości: albo obraz końca świata jest metaforą odejścia bogów (obudowaną w ogrom zbędnych szczegółów) albo koniec świata jest bombą z opóźnionym zapłonem – nieaktywowaną przez brak wiary.***
Pierwszy wariant jest niewątpliwie optymistyczny dla ludzkości, która obawia się, że pewnego dnia nastąpi owy koniec świata i wszystko to co zna ulegnie zniszczeniu (zabawne, że jakoś kolejne daty końca świata są bardziej dla większości przerażające niż katastrofa ekologiczna czy wizja totalnego ataku nuklearnego co jednak moim skromnym zdaniem jest bardziej prawdopodobne). Z drugiej strony może też być przerażający – co? Nie będzie drugiego nowego świata? Będziemy musieli żyć na tej zatrutej i ulegającej coraz większemu zniszczeniu planecie?
Kolejny bardziej odwołuje się do tego o czym za Ćwiekiem pisałam na początku – to wiara jest krwią bogów, to ona utrzymuje ich przy życiu. Jest ona tak silna, że może być siłą sprawczą postępowania zgodnie z wytycznymi konkretnej mitologii. Mówiąc, krótko – wiara czyni cuda i wierząc w dzień ostateczny przybliżamy go do siebie. Brak wiary – spowodował, że Ragnärok nigdy nie nastąpił. Nie chcę teraz roztrząsać czy miałby się odbyć w umyśle, w rzeczywistości czy zbiorowy sen miałby przeniknąć do jawy. Z pewnością dobra wiadomość, dla wątpiących i szukających, że tego dnia nie obudzą się z ręką w nocniku, kiedy rozgrywać się będzie koniec świata religii, w którą nie wierzą. Choć z drugiej strony niezbyt wesoła wiadomość dla wierzących w jakikolwiek koniec świata, którego się obawiają – wiara może go przybliżać.
Koniec wywodów nad nieistniejącymi problemami. Idę spać z głową pełną betonu, atomizacji społeczeństwa, wiary i nie-wiary i tym podobnych myśli. Notkę opublikuję jutro. Jak może wreszcie uda mi się wyspać.
*J.Ćwiek – genialny polski pisarz fantasy, autor m.in. „Kłamcy” i „Kłamcy
** wg. Pierwotnego znaczenia z gr. mythos (myśl, zamysł) i logos (nauka) mamy naukę o myśli, czym więc jest Stary i Nowy Testament jak nie przekazem myśli chrześcijańskiego boga, a religia nauką o jego myślach i próbą ich wyjaśnienia?
*** tak wiem hasło „nieaktywowana bomba końca świata” powala na oba kolana
P.S. z następnego dnia: Wreszcie od prawie tygodnia udało mi się spokojnie przespać całą noc!
Piosenka na dziś : Etanis – „Ja, muzyka”. Mało znany polski zespół alternatywno-rockowy, który zdecydowanie polecam, a zwłaszcza ten kawałek.
5 komentarzy:
nooo jaaaaa...to się panicznie tego boje;( a dokładnie samej śmierci;/ ale ja to porabana ostro jestem;P
Za porąbaną to raczej ja uznawana jestem bo mimo że niewierząca to śmierci się nie boję, bo wydaje mi się, że strach przed śmiercią est rzeczą ludzką...
pierwsze wrażenie "o kurwa"
2 wrażenie Martusi się nudziło.
3 wrażenie Marta jest genialna bo mysli podobnie i ją kumam;]
4 wrażenie praca licencjacka.. czyli "zajebioza i pełen optymizm glanowy";p
W sumie masz rację psze Pani. A śmierć , my nie boimy się w sumie śmierci tylko bólu!
pierwsze wrażenie "o kurwa"
2 wrażenie Martusi się nudziło.
3 wrażenie Marta jest genialna bo mysli podobnie i ją kumam;]
4 wrażenie praca licencjacka.. czyli "zajebioza i pełen optymizm glanowy";p
W sumie masz rację psze Pani. A śmierć , my nie boimy się w sumie śmierci tylko bólu!
No nie da się ukryć że nie dość, że mi się kurwa nudziło to jeszcze nieźle mi odwaliło, więc dziękuję za komplement.
Licencjacką chcę pisać o Finlandii.
Niestety UW nie oferuje licencjata z religioznawstwa, tylko po 3 latach studiowania archeologii lub polonistyki bodajże można magistra zrobić z tego przedmiotu
Prześlij komentarz