wtorek, 12 lutego 2008

Słowo o wolności.


W Europie na słowie "liberty", "liberta" i innych post-łacińskich wersjach słowa wolność, zbudowano system który szczyci się mianem najlepszego, najskuteczniejszego i najbardziej szanującego wolność - demokrację. Nie mam tym razem jednak zamiaru roztrząsać jej wad i zalet, powiem tylko, że mi jako osobie o zdeklarowanych poglądach liberalno-demokratycznych jest dosyć bliska.
Narody od wieków walczyły o wolność - nazywaną niepodległością, jeśli chodzi o wolność względem innego narodu, równość - jeśli wobec innej grupy społecznej czy konflikt pokoleń - w najmniejszej jednostce społecznej, rodzinie.
Art. 6 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej gwarantuje mi "prawo do wolności i bezpieczeństwa, art. 10 "wolność myśli, sumienia, religii(...), przekonań, art. 11 "wolność wypowiedzi (...) posiadania poglądów" i dalej przez artykuły 12, 13, 15,16, wolność zgromadzeń, sztuki i nauki,wyboru zawodu, aż do wolności założenia działalności gospodarczej. Do tego konstytucja dokłada kilkanaście innych i tożsamych wolności, nie mówiąc już o ratyfikowanych umowach międzynarodowych które dokładają kolejne hasła do worka z wolnościami. Wolność u Delacroix wiodła lud francuski na barykady, krwawo wyzwalała Stany z niewolnictwa ludzież kilkaset innych przykładów z historii.
Historia naszej, europejskiej wolności przytłacza historię każdej innej cywilizacji. Wyrośliśmy na wolności, wyssaliśmy ją z mlekiem matki wraz z hasłami o które walczyli nasi ojcowie. Mamy wszelkie możliwe wolności - oprócz wolności serca.
Czy w Europie, gdzie krzywizna ogórka nie może przekraczać 10 stopni (niezgodność z dyrektywami komisji), a każdy ludzki krok jest zewidencjonowany i zamieszczony w potężnej bazie danych spróbowaliście kiedyś zniknąć na półroku by biec przed siebie do zachodu słońca?
Nie ma wolności tam, gdzie człowiek nie jest odpowiedzialny za to co robi. tylko przed sobą. W wojennej zawierusze walki o wolność - bezpowrotnie ją utraciliśmy.
Chciałabym pojechać kiedyś do Maghrebu (zachodnia część cywilizacji islamskiej - od Atlantyku przez północną Afrykę po Egipt). Jeszcze żyją beduini, synowie pustyni, prawdziwie wolni ludzie. Może nie mają demokracji, wolności prowadzenia własnej działalności gospodarczej zagwarantowaną przez kartę praw podstawowych, ale tam żyją jeszcze wolni ludzie - niespętani gąszczem przepisów. Czytałam niedawno zabawny artykuł dziennikarza z Libii, który pisał, że prawo pozwala tubylcom do posiadania i używania wszelakich pojazdów, szumnie nazywanych samochodami. Najczęściej to ledwo jeżdżące graty, poklejone taśmą, by lusterko nie odpadło, maska przytwierdzona na sznurek. Ale pojazd, za którego prowadzenie na polskich drogach można by w najlepszym wypadku dostać mandat i stracić "pojazd", tam jeździć może. Jak się rozkraczy na samotnej ścieżce - jak głupiś to cierp.
Kiedy skończyłam czytać to pomyślałam, że wkrótce i oni stracą to czego dziś całym sercem im zazdroszczę. Nawet nie zorientują się kiedy świat do którego dążą odbierze im to, co dla nich jest fundamentem. Dla nas też kiedyś było, ale kiedy ją straciliśmy?
Nie wiem.

Brak komentarzy: