Zaczęłam się zastanawiać nad sensem takiej scenki: do organizmu wpada ekipa bakterii-zabójców. Przy wejściu grzecznie komunikują swoje przybycie, rozmawiając na portierni z komórkami ogranizmu.
-Siema, co tam? Słyszeliśmy, że mieliście ostatnio okres osłabienia Odporności, a no tego, wiesz, nie bardzo się z Odpornością lubimy, więc dopiero teraz wpadamy.
Odpowiedź wersja pierwsza:
-Tak, to prawda, ostatnio mało sypiamy, jadamy jakieś śmieci i tak naprawdę trzymają nas tylko fajki i kawa, więc sami wiecie jak jest...
Odpowiedź wersja druga:
-Tak? No co Ty! Odporność ma się świetnie! Ostatnio byliśmy pojeździć sobie trochę na erytrocytach w tętnicy udowej, doskonale się bawiliśmy! Słyszeliśmy, że wybiera się teraz do szpiku sprawdzić jak tam produkcja leukocytów w razie inwazji czy czegoś takiego...
Przy założeniu, że każdy organizm próbuje się bronić ze wszystkich sił przed zakażeniem bardziej prawdopodobna byłaby druga odpowiedź. Ale oznacza ona, że w komunikacji bakteryjno-komórkowej istnieje pojęcie 'kłamstwa', tworzeniem abstrakcyjnych elementów rzeczywistości, które przypisane są jak sądzimy jedynie człowiekowi.
Muszę sobie to jeszcze przemyśleć.
P.S. dalsza część opowieści: bakterie i tak zaatakowały dając niezły wycisk, dopiero pan Penicylinka w swym błękitnym płaszczu ocalił ludzkość, znaczy eee... komórkowość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz