A więc Masters się już skończył. Martyna dziś odprowadziłam na dworzec i pociągiem 'Słonecznym' odjechała na północ. Ja pokulałam w stronę metra zahaczając o księgarnię gdzie kupiłam 'Wrogów publicznych' i 'Gotuj z papieżem' Ćwieka.
Wracając myślą do ostatnich dni, to zdecydowanie Masters był tym czego mi potrzeba. Pierwszego dnia koncert In Extremo z efektami pirotechniczymi. Od dawna uwielbiam tą kapelę, a jak się dziś okazało na dysku czekała na mnie ich pełna dyskografia. Także zupełnie przyzwoity był koncert Nightwisha (choć ich nowa wokalistka zarżnęła większość starych kawałków), a gdy zobaczyłam Tuomasa na żywo, to się w oku łezka zakręciła. Śmieszna sprawa nie? Kiedyś za taką możliwość oddałabym wszystko, zakochana po uszy nastolatka. A dziś? Wzruszyłam się nad własnym sentymentem ;)
Drugiego dnia zaczęłam ciężej od Keep of Kalessin - trochę przereklamowani, za to mile zaskoczył mnie Kataklysm i Death Angel - czyli kolejno black, death i death&thrash. Mocne uderzenie. A potem już Korpiklaani :D:D:D:D Jeszcze mi po głowie chodzi DRINKING IS GOOD FOR YOU SOON YOU ARE UNCONSTRAINED DRINKING IS GOOD FOR YOU HERE COMES THE WOMANIZER!!! Shaman na żywo ma niesamowitą energię. Porywa za sobą tłumy, rozkochuje bez pamięci w sobie i wiruje razem z nimi w folkowym tańcu.
Zdecydowanie genialny koncert na którym fikałam z Rychem pod samą sceną :D
Sobota to dzień kiedy mi nogi aż po kostki w tyłek weszły :) Od 11.30 czekaliśmy pod sceną na Evergreya który wchodził dopiero o 19.45. Podczas tego czekania bawiłam się świetnie na mrocznym death&trash metalowym Legion of the Damned, trashowym The Sorrow, potem był niewypał ze Szwecji czyli metalowe laski w różowym XD. Świetny koncert dał także heavymetalowy Axxis.
Wreszcie na scenę wtoczył się jak zwykle zalany w 3 dupy Tom wraz z boskim Henrikiem, pięknowłosą męską blondynką Joonasem a także Rikardem i tró fińskim Jarim :) Świetny koncert, choć brakowało 'I'm sorry'. Ale warto było stać ponad 8 godzin by ich usłyszeć :D
Niedziela i ostatni dzień koncertowania to zdecydowane królestwo ciężkiego folku i Eluveitie. Jako że jako jedynej zależało mi żeby stać pod sceną to sama udałam się do tego raju, gdzie poznałam zajebistego człowieka :D Świetny Czech wyglądający jak wiking w czerwonym kilcie, obwieszony symbolami pogańskimi, które miały wymowę ponadnarodową bo je bez problemu odczytałam :) Dogadaliśmy się oboje, że czekamy na Elu jesteśmy ich big fanami i wogole. Przy czym miał rudo-blond włosy prawie tak długie jak ja, co powodowało że gdy starym zwyczajem bardzo długowłosych headbangingowców opieraliśmy się wzajemnie na swoich ramionach kręcąc młynki czuprynami natychmiast zrobiło się koło nas pusto :P Szkoda, że nawet nie spytałam o imię. :P Pewnie i tak go na laście znajdę :P Zdecydowanie świetny koncert. Jak zagrali Uis Elveti czy Gaulish War to mało nas nie rozerwało ze szczęścia - szczerzyć zęby i zataczać włosami kołaponad metrowej średnicy - to zdecydowanie to, za czym już tęsknię!
Kolejna folkowa kapela Shandmaul także dała piękny popis :) Rozmiękczona dużym browcem, lufką 40% śliwowicy i 38% zielonej wódki szwejka skakałam prawie przez cały koncert :D
A co poza koncertami? W tym roku postanowilismy się odżywiać - tzn. oprócz piwa i bułek jedliśmy także jogurty, serki, mięsko, langosze a nawet raz szatański gulasz :D
Do tego zrobiły się z nas burżuje i częściej piliśmy chłodego pilznera po 35 kc (prawie 6 zł!) zamiast ciepłego branika z namiotu za 9 kc (1,53 zł:D). No i nie chciało nam się zazwyczaj zostawać na wieczornych koncertach.
Tegoroczny MoR pokazał mi też osobę jaką byłam rok temu. Zradykalizowaną w wielu kwestiach, nie tak rozmiękłą jak teraz. Tęsknię za tym...
Jak wychodziliśmy z knajpy to tłumaczyłam dosyć głośno (jak to po alkoholu) Martynowi, że jestem miękka. Martyn na to 'nie jesteś!' a nagle jakiś głos spod knajpy z przekonaniem 'jeeeeesteś!' XD Miło spotkać naszych.
MoR przypomniał mi moją silną dumną naturę, o której pamięć zaczęła mi się zacierać. Koniec z pierdoleniem kotka za pomocą młotka. Chcę z powrotem swoją bezkompromisowość! :P
Tak więc podsumowując MoR to dzięki wam wszystkim za ten wypad! Martynowi, Kacprowi :*, Rychowi, Oposowi, Marcinowi i tajemniczemu wikingowi. Jesteście zajebiści!
1 komentarz:
i ja dziekuję za taki zajebisty wypad :D musimy to powtórzyć :D w powiększonym składzie :B
Prześlij komentarz