sobota, 1 listopada 2008

Moje święto zmarłych

Zimna tafla kamienia. Wypolerowana niczym lustro, jak klinga miecza. Odbija blask oczu. W niektórych błądzi smutek, w innych zaduma, w kolejnych znużenie.
Chłodny kamień, a na nim płomyk. Tak samo oziębły, tak samo obcy. Wiązka sztucznych kwiatów. Kilka zdawkowych słów, być może powtarzanej od setek lat modlitwy. Kilka słów rozdzierających pamięć, zamykających ją w małych szufladkach.

Sterta kamieni. Na nich wydartych kilka znaków. Płoną suche płatki róży, znikające iskierki. Obcą szarość pokrywa kojąca barwa mchu. Słowa szeptane – jak przedwieczne zaklęcia. Kilka kropel miodu. Groby opuszczone od wieków. Drzewa szumią pieśnią dawnych Bogów, pusty wzrok Welesa. Wokoło cisza. Cisza, niezakłócona ludzką pamięcią. Moje święto zmarłych.


Kręgi na cmentarzysku Gotów, pochodzące z I-III w n.e. Oddziałujące w sposób niezwykły. Chciałabym znowu tam pojechać.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

w sumie to by były piękne rytuały..gdyby trwały