piątek, 14 listopada 2008

For every tear that falls

Białe brzozy po raz ostatni odbijające się w oczach koloru kory dębu. Po raz ostatni szum liści poddających się pieszczotom wiatru. Spokój. Promienie słońca ślizgające się po ciemnych, nieułożonych kosmykach. Nieśmiały cień uśmiechu.
A przecież...
W dłoni miecz ociekający krwią. Ciemne smugi spływające z serca, znaczą pierś i nikną w fałdach płaszcza. Na policzkach kurz zmieszany z łzami.
Samotna postać stoi i czeka. Wśród drzew pomiędzy którymi wzrosła, tak obca. Nic się nie liczy, nic nie ma znaczenia. Mech u stóp znaczony szkarłatem słów.
Dziękuję M. za wczorajszy wieczór, dziękuję za dzisiejszy poranek. Jeśli tym jest dorosłość, to na zawsze zostanę dzieckiem.
Chociaż raz...
Nie, nie ważne.

Przepraszam za to kim jestem.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Marta powtarzam Ci jesteś mądrą , piękną dziewczyną, która robi wrażenie na każdym..
To ,ze M.. powiedział/ła w złości .. cóż ranimy najczęściej tych bliskich