niedziela, 11 maja 2008

trzask gałązki w zieleni.


Zamiast kuć stosunki, francuski czy ekonomię poszłam do lasu. Zamiast gnać na koncert i browara wsłuchałam się w szelest liści. Podrapałam policzek o korę sosny. Nabrałam głęboko w płuca zapach żywicy i mokrego mchu. Poczułam ducha mojego opiekuna. Potem śmiałam się do liści, zabawnie wirujących w promieniach słońca. Jeśli wilgotny piach na butach i złote płatki dziewanny nie są rajem, to on nie istnieje. Zniszczył sam siebie w pogoni za ideałem.

A w lasach słychać szepty dawnych bogów.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

bo piękno raju każdy ma w sobie Martucha i każdy widzi je inaczej:]