
Puls czasami zbyt szybki dla spokojnego serca. Każde uderzenie rozrywa je do głębi, zalewając żyły miasta krwią samochodów. Każdy z nich niczym malutka krwinka niesie odrobinę życiodajnej substancji tego miasta – ludzi. Rozprowadza ją po całym ciele, docierając do najbardziej zapomnianych organów. Ważny jest czas – każdy gdzieś się spieszy, czyjeś zadanie musi być wykonane. Bez tego organizm obumrze. Wieczorami
ogromny ładunek energii pracuje nadal – w głośnym dudnieniu klubów, brzdęku talerzy w restauracjach, tupocie spacerujących nóg. Jest niesamowitą pompą, która potrafi naładować niesamowitą siłą. Ale także, w swej zachciance może ją odebrać, zrzucając na dno.
Długo nie mogłam się przekonać. Za kilka miesięcy minie dokładnie 5 lat odkąd czerpię z niego energię. Ale dopiero ostatnio nauczyłam się kochać jego puls i zgrać swoje serce z nim. Żyję jego życiem. Moje życie kreuje jego byt. Jestem.
P.S. Czasami jednak w takiej żyle tworzy się zakrzep, blokując prawidłowy dopływ krwi. Jak to powiedziałam dziś – jeśli usłyszycie o tym, że ktoś wysadził zarząd miejskich autobusów – możecie mnie posądzać o współudział. Wczoraj droga na uczelnie, która przy sprzyjających warunkach zajmuje 25 min, zabrała mi 1 godz. 40 min z życia.
3 komentarze:
zgadzam się!!! zgadzam się w 100%!! rozpiernicze kiedyś coś przez te korki;(
;] racja
dlatego cieszę się iż na uczelnię mogę iść pieszo:) Jak na razie nogi mnie nie zawodzą i w zawrotnym tempie prowadzą mnie na zajęcia zwłaszcza jak jest już późno:D
:*
Prześlij komentarz