Dzień. Nareszcie!
Może wreszcie uda mi się napisać normalną notkę. Wczoraj wieczorem próbowałam, ale była podobna do poprzedniej, z tym, że jeszcze bardziej przesycona bólem i negatywnymi emocjami.
Teraz mogę wrócić do „pustawego” ja w świetle dnia. Pisać o tym, że nie chce mi się sprzątać, tudzież uczyć do kolosa z ekonomii.
Zresztą dokonałam dziś ciekawego odkrycia. W aerobicu najbardziej cierpię przez tragiczną i pozbawioną moim skromnym zdaniem czegokolwiek muzykę – tj. pop w rytmie techno, i kawałki z pogranicza dance. Dziś przeglądając dysk znalazłam zakopany w bitach vampire metal, który ma podobną szybkość bitu, ale uzupełniony jest tym co tygryski lubią najbardziej – potężną dawką gitar i nastrojowych tekstów. Nawet kroki do samby w „Dance Macarbre du Vampire” wychodzą lepiej, niż w dance przy którym ćwiczymy – szybkością właśnie bliżej samby.
Danse! Danse! Danse! The Vampire!
P.S. Wstaję rano i udaję, że jest dobrze. Ale znowu zaczynam wieczorami świrować. Jak wyrwać sobie duszę? Chyba dawno nie wyrzucałam z siebie emocji na drugim blogu w linijkach. Chyba czas do tego powrócić, zanim stracę rozum.
1 komentarz:
Raczej na aerobiku nie dają to co tygryski lubią najbardziej czyli Martuś;) Hm... nie słyszałam tego kawałka i jestem ciekawa jak by mi podpasował pod kroki podczas aerobiku:)
buziole:*
P.S. Martuś co się dzieje?:/ Jeżeli byś chciała z kimś popisać to wiedz, że masz jeszcze jedną osobę chętną,pewną kobitkę z Bydgoszczy:), która zawsze Cię wysłucha
Prześlij komentarz