wtorek, 5 lutego 2008

Kiedy odchodzi Mistrz


Nigdy nie pisałam notatek po czyjejś śmierci... Zawsze była ona odległa, umierał mąż czy córka stanu. Nigdy natomiast nie odczułam śmierci mistrza, mentora.

Dziś po południu zmarł prof. Stefan Meller, mój wykładowca od mojej ukochanej historii Europy. Jeszcze przed świętami chodziłam na jego wykłady, a teraz zostały... notatki. Sterta papierów, pilnie zanotowanych jego przemyśleń i spostrzeżeń. Wspaniały gawędziarz a zarazem człowiek, dla którego jakby ukuto przymiotnik "wytworny". Beznadziejny był jeśli chodzi o przekazanie politycznej historii Europy i niezrównany w kwestii szczególików dotyczących Francji, a zwłaszcza Napoleona.

Smutno mi. Prostym, szczerym smutkiem. Jakim smuci się dziecko gdy odchodzi babcia, która opowiada wspaniałe historie...



3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ethelenko, współczuję Ci bardzo. Dwa lata temu, odszedł mój promotor z Teologii prof. Nagórny. Strasznie byłem z nim zżyty. Tak to się w życiu zdarza, śmierć jest przecież wpisana w plan życia.
P.S. Proszę Cię, nie wątp we mnie. Jesteś dla mnie jedną z najbardziej zaufanych osób, którą nota bene szalenie lubię. Zahasłowałem bloga, ponieważ już nie chciałem go kasować, a znowu miałem podobną historię jak na MorfeuszBlogu. heh, taka Karma. Wysłałem Ci na maila ten chyba z gazety, prośbę o dopisanie się do czytelników mających dostęp do bloga. Bardzo bym chciał abyś z tego zaproszenia skorzystała. Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Miałaś możliwość wysłuchania tych "wspaniałych historii", niektórym nie jest to dane...
Spójrz może na to też z takiej strony.

Odszedł, ale pozostanie On w Twojej pamięci.

Tulę

Ethelen pisze...

Tak sobie myślę... że człowiek pod koniec swojego życia mógł być z niego dumny. Chciałabym kiedyś móc to samo powiedzieć.