wtorek, 25 listopada 2008

listopad 2005 a dzień dzisiejszy.

Szukałam od wczoraj jednej notki, na onecie, którą myślałam, że napisałam niedawno... a to minęły już 3 lata. Pisana wówczas do Ake. Za rzadko ją czytałam, w związku z czym słusznie zakopałam się w kacu moralnym.
Eh... i o ile ta notka obrazuje wieczór wczorajszy to dziś znów samolubnie pogrążę się w sobie. Nie wierzcie, jak mówię, że wracam do tego co było. Ja nawet już nie pamiętam tych czasów. Dopiero z przerażeniem czytam słowa wyryte na blogu. Eh... wypchnąć poza pamięć, poza świadomość. A to już z czasów Ethelen, czyli okresu kiedy odzyskiwałam siłę, a nie zagubionej Mithril. Idę sobie przemyśleć kim byłam i kim jestem dzisiaj. Jak bardzo długą drogę przebyłam.

Nastrój wczorajszy
18 November 2005
"I'm sorry this illusion has caused you a lot of pain... I have no solution" Evergrey

Kolejna notka dnia dzisiejszego.
Walę z całych sił głową w ścianę.....
Przeklinam wszystkimi znanymi mi bluzgami ( nieograniczając się jedynie do języka polskiego) moją cholerną głupotę
no i niewyparzony język
tak często milczę, wiec jeszcze chwila by nie zaszkodziła....
Wybacz przyjaciółko!
Jak w tej bajce....

Był sobie kiedyś chłopiec o paskudnym charakterze. Jego ojciec dał mu torebkę gwoździ i powiedział, by je wbił w płot ich ogrodu za każdym razem, gdy straci cierpliwość lub będzie chciał kogoś obrazić. Pierwszego dnia chłopiec wbił 37 gwoździ. W następnych tygodniach nauczył się kontrolować siebie i liczba gwoździ wbijanych w płot zmniejszała się z dnia na dzień; w końcu doszedł do wniosku, że łatwiej jest kontrolować siebie, niż wbijać gwoździe. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy chłopiec nie wbił już żadnego gwoździa. Poszedł zatem do ojca i powiedział mu, że tego dnia nie wbił żadnego gwoździa. A ojciec mu powiedział, by teraz wyjął jednego gwoździa za każdym razem, gdy nie stracił cierpliwości. Mijały dni, aż w końcu chłopiec mógł przyjść do ojca i powiedzieć, że wyjął już wszystkie gwoździe. Poszli razem, by to zobaczyć i ojciec powiedział: "Synu, zachowywałeś się dobrze, ale spójrz teraz na te dziury". Ten płot nigdy już nie będzie taki, jak na początku. Kiedy kogoś obrażasz i kiedy mówisz mu coś złośliwego, zostawiasz w nim rany takie, jak tutaj.


//Notka nie mająca na celu oskarżyć nikogo poza moją osobą//


I z dzisiaj. Przerażenie, strach - jak to w końcu nie dawno było.

10 December 2005
zaciskam zęby

Wczoraj...

Poszłam do Łazienek.... Padał drobny śnieg z deszczem... W tym sporym dosyć parku oprócz mnie były jeszcze 2-3 grupki fotografów (robiących zdjęcia Chopinowi) i kilku strażników....
Stanęłam przy alejce znajdującej się wysoko i spojrzałam z góry na park.... na nagie gałęzie drzew... skrzeczące ptaki... brunatno-szaro-brudne kolory... Czarna kredka i tusz spłynęły z moich oczu w postaci ciemnych łzawych smug.... Wróciły wspomienia....
Poszłam do Świątyni Diany i usiadłam koło dwóch lwów z brązu... Na gałęziach śmigały rudo-popielate wiewiórki... koło kolumn przechadzał się paw.... A ja z tępym wzrokiem patrzałam w dal...
Znowu użalałam się nad sobą... a powiedziałam sobie że zacznę z tym walczyć.... jestem słaba....
Ludzie którzy znali mnie choć 10 minut wymieniali by różne przymiotniki... a niewielu lub zgoła nikt nie wymieniłby właśnie tego...
Kolejna maska.... Tylko silni wznoszą mury nie do zdobycia.. Gram więc rolę siły... Ale kiedy zostaje sama z klawiaturą... Wtedy też nie mogę się pozbyć wszystkich masek.. zbyt długo grałam te role... częściowo je odrzucam... ale w samotności zrzucam ciężar choć kilku...
Mówiąc krótko- kolejny dzień doła....

Dziś...

mieliśmy w szkole koncert kolęd... wyraźny sygnał o zbliżającej się apoteozie hipokryzji i komercji. Najchętniej bym się schowała na całe święta.... tak by nikt nie mógł mnie znaleźć... skoro nie mogę spędzić ich z tymi, którymi naprawdę bym chciała nie chce mi się najzwyczajniej w świecie udawać że się cieszę że rajcuje mnie choinka i ta cała "świąteczna atmosfera" skoro odczuwam tylko żal...
Może w ten sposób ranię rodzinę... ale chciałabym zrzucić z siebie jarzmo "byle by nikogo nie zawieść". Qrwa Ake czemu padł Ci komp... Jedyny przyjaciel... Ciekawe czy mi uwierzycie jak napiszę że od 4 dni w szkole odpowiadam tylko na wyraźne pytania nauczycieli skierowane do mnie a w domu zamykam się w swoim pokoju lub przy kompie... nie rozmawiam z nikim... Cały czas milczę... Najbardziej dołuje mnie fakt że jeszcze nikt nie zwrócił na to wybitnej uwagi.... Rodzice myślą że się dużo uczę, a ludzie w szkole nie mam pojęcia co myślą....
Chyba mam z sobą poważny problem.
Z chorobliwym lękiem patrzę w przyszłość... Oczywiście matura ustna zarówno z polaka jak i anglika to będzie dla mnie stres niemal nie do wytrzymania.
Chyba upadłam....o co było dla mnie ważne dziś jest w większości bezwartościowe....
Znów milczałam...
Pustymi oczyma unikałam wzroku....
Chciałam zniknąć...
Rozmyć się w nicości...
Jakikolwiek boże, który jesteś we mnie
dlaczego pozwalasz skazywać mi się na męki?
Które wykonuje moja własna ręka....
Tak trudno uwierzyć w cokolwiek
Czy uda mi się kiedyś nauczyć żyć?

Wszystko rozmywa mi się przed oczyma. Postaram się wyzbyć myśli. Nie chcę do siebie żadnej dopuścić. Idę spać i mam nadzieję że kiedy się obudzę ostatnie 17 lat okaże się tylko nocnym koszmarem... Parę osób już to ode mnie usłyszało... Większość uznała za osobistą urazę....
DZIĘKI CI NAJWSPANIALSZY LOSIE NA ŚWIECIE! DZIĘKI CI RADOŚCI, ISKRO BOGÓW! DZIĘKUJĘ SOBIE, ŹRÓDŁU NIEUSTANNCH MĘK DLA SPOŁECZEŃSTWA!!!! Dzięki Ci serce...

----
Jak następnym razem będę mieć doła to sobie to przeczytam. Bo chyba zapomniałam, co ja z sobą potrafię zrobić. Jak ja żyłam w świecie bez chemii? I bez moich pyśków kochanych :*

Ponieważ ta notka i tak przybiera rozmiary kolei transsyberyjskiej, to mi już wisi czy ktoś doczytał do tego fragmentu. I tak piszę - dla satysfakcji własnej. Dziś babka z fińskiego mnie pochwaliła. Poczułam się jakby ktoś mi doprawił śliczne czarne tiuolowe skrzydełka które zafurkotały aż po najwyższe kręgi piekieł. Jakbym znalazła swoją malutką gwiazdkę z nieba. Srebrny okruch który mieni się między palcami. Klękam u stóp marzeń.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Nasz Panna M w różnych odcieniach..