środa, 1 października 2008

Szeptając do wiatru, ukochanego brata.

Marta siedzi związana w szafie i dołuje się tam, a władzę nad jej ciałem przejął niecny potwór, który zamienił jej życie w przeplatankę promieni słońca.
Jestem do szaleństwa zakochana w życiu, w każdym dniu, w was przyjaciele, w marzeniach które układam przed snem. Odkrywam na nowo w sobie ciepło, o którym myślałam, że już nie istnieje, nie może istnieć. Zima, która skuła mnie lodem odpuszcza i z trzaskiem pękają kolejne kry. Wiem, tak jestem tego pewna, że będę jeszcze nie raz cierpiała, nie raz będę zraniona i będę ranić. Ale czy strach przed tym ma prawo odbierać mi kolejne dni?
Staram się odnaleźć w sobie to kim mogłabym być, ale wiem, że bez doświadczeń ostatnich lat nie zdobyłabym szlifów, z których dziś jestem dumna. Dziecko księżyca i nocy chce by w jego oczach odbijały się promienie słońca. Pewnie, że czasem boli, że nie mogę się z nimi podzielić jakbym chciała, ale chcę zaufać życiu. Los stawia na mojej drodze wiele dobrych kart, a ja obiecuję, że postaram się zagrać nimi najlepiej jak będę umiała. Może pozwoli zagrać i tą schowaną głęboko. Mimo, że czasem palma mi odbije i będę nie tylko marudna i upierdliwa jak zwykle, ale jeszcze.... a zresztą.
Chcę się uśmiechać, bo w końcu i do mojej tępej łepetyny dotarło, że zobaczyć czyjś uśmiech jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. Mimo, że tak niewiele wiem, tak niewiele umiem - będę się starać ze wszystkich sił.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

wiesz co,
bo Ty się pięknie uśmiechasz:D

Ethelen pisze...

Taaaa jasne :D