Upadam. Szarość pokrywa się śliską warstwą karminu. Nie ocieram łez. Płaczę, wyję z szaleństwa. Przeklinam ciemność i modlę się do niej. Boję się każdego kroku, który przybliża mnie do jasności i pragnę jej, jak ziemia smagana suszą błaga o deszcz.
Potem się zatrzymuję. Przerażona. Dla mnie wędrówka się skończyła. Widzę ścieżkę, co pnie się w górę, ale dla mnie jest ona już zamknięta. Ot, splot okoliczności. Niby mogłabym iść dalej, ale to nie była by podróż do słońca tylko zawiści.
Teraz stoję na tej ostatniej skale. Podkulam nogi pod siebie, opieram głowę na kolanach, zasłaniając włosami twarz. Poczekam tu. Poczekam, aż znajdę rozwiązanie.
Rozwiązanie problemu, którego nie ma. Którego nie powinno być.
Ale przecież... przecież to nie opowiadanie o wędrówce, prawda?

P.S. W celu wyjaśnienia ewentualnych nieścisłości. Nie mam dołującego nastroju, raczej trzeźwe spojrzenie na świat. Wiem, że jestem silna i poradzę sobie z każdą przeciwnością losu i dziękuję, że jesteście obok mnie. Pewnie zrzędliwa jestem, bo mimo tego wciąż widzę 'needle' ale nie tylko 'in my hand'...
2 komentarze:
heh bo stopy przestana krwawic, oczy przestana mieć smutna smugę, i dalej pójdziesz Suomi. swoim trybem , swoim krokiem..
ojj Suomi wszystko da się przejść:);* widzisz.. wczoraj mi i Aniuli tylko jedna rzecz do szczęścia była potrzebna,żebyśmy miały uśmiechy od ucha do ucha:):) i pozostał do teraz:) nie wiem jak jest z Aniulą,ale ja chodze uśmiechnięta w tej chwili:) kurcze warto czekać na takie chwile:D:D
Prześlij komentarz