
Odgrzebane z 10 czerwca.
Znów wyję do księżyca
Uderzam skrzydłami.
Tak szybko, tak prędko.
Chcę biec do przodu,
Nie mogę.
Słyszę tylko warkot.
Czy to...?
Nie to warczenie wilka.
Głęboko,
we mnie.
Czekam by ugryźć.
Dla mnie już nie ma raju.
Dla mnie już nie ma niczego.
Kiedy nadejdzie czas,
by sprzedać własną duszę,
jak długo będę się wahała?
Trzy, może cztery krótkie strzały.
Po kolei pozbyć się tego kim jestem.
Że krew będzie płynąć,
Z ran których nie zabliźnię,
Że krzyk będzie budził umysł co noc?
Kim do ciężkiej cholery jesteś?
Odejdź, zostaw mnie...
Proszę nie odchodź!
A potem....
Potem już nie będzie nic.
Nareszcie.
1 komentarz:
Martunia, kazdy ma doły i zwróć zielony szablon!!!!!!!!!!!!
Prześlij komentarz