wtorek, 24 czerwca 2008

Wieczorne przemyślenia przy "Where at nigt the wood grouse plays"

Wieczorna pora na strząśnięcie kilku myśli, by marzenia przed snem stały się wolne od dnia codziennego i mogły przenieść w ten świat.

Co mnie dziś poruszyło? Po kolei. Dziś przeczytałam o pewnym Brytyjczyku mieszkającym w Australii, który postanowił sprzedać całe swoje dotychczasowe życie. Dom z pełnym wyposażeniem i pamiątkami, samochód, motocykl, ale także znajomości i miejsce pracy. Zobowiązał się wobec zwycięzcy aukcji, że przestawi go znajomym, a właścicielka sklepu w którym pracuje obiecała, że przyjmie go na dwutygodniowy okres próbny, a potem jeśli się sprawdzi – przyjmie go na stałe. Sam Brytyjczyk przeszedł nieudane małżeństwo, po którym nie mógł się otrząsnąć i postanowił w ten sposób zerwać z dawnym życiem. Sam przyznaje, że kiedy załatwi już wszystkie formalności, chciałby wyjść z portfelem w ręku frontowymi drzwiami i zamykając je – zamknąć dotychczasowe życie. Potem iść na lotnisko i wsiąść w pierwszy samolot, w którym znajdzie się wolne miejsce. Tam, gdzie go zaniesie chciałby rozpocząć nowe życie.

Pod tym artykułem (nomen omen na onecie) znalazło się mnóstwo komentarzy pt. „świr”, „niektórym to się w głowach już totalnie pomieszało”, „fajny sposób na zbicie kasy” itd. A dla mnie ten człowiek jest bohaterem. Potrzeba naprawdę wielkiej odwagi by odciąć się od tego co było i powiedzieć: teraz mam przed sobą pustą kartkę. Stając naprzeciw teraźniejszości bez oparcia w przeszłości – to za równo szansa na zaczerpnięcie oddechu świeżego powietrza, jak i strach – nie ma już do czego wrócić. Nie wiem czy zdecydowałabym się kiedyś na taki krok, nawet jeśli życie by mi zniszczyło wszystko co z mozołem budowałam. Pewnie zdecydowałabym się na bardziej radykalny krok. Z rozpaczy i z ciekawości. Jak Arystoteles.

Drugą rzeczą, która tym razem mnie wkurzyła był film emitowany na polsacie „Za linią wroga”. Pomijając fakt, że wystarczającym powodem do irytacji był brak meczu ;) to znowu amerykanocentryzm powalił mnie na oba kolana. Film z gatunku wojennych, w stylu, które lubię, ale znowu hasło „trzeba uratować świat = USA/Amerykanina” potrafiło wprowadzić waszą uniżoną w stan najwyższej irytacji. Fabuła opiera się na próbie dotarcia do swoich amerykańskiego pilota, który podczas wojny serbskiej z 1999 roku (eskalacja konfliktu etnicznego w Serbii, walki z separatystami, interwencje i naloty NATO) zostaje zestrzelony. Kiedy przełożony admirała, zdeterminowany by nie licząc się z ceną odbić pilota, przypomina mu, że może to zachwiać kruchą równowagę na Bałkanach – ten z czysto amerykańskim podejściem przypomina mu że przecież to obywatel Stanów Zjednoczonych Ameryki, po czym łamiąc przykazania przełożonych wyrusza mu na ratunek. Mało w tej opowieści bohaterstwa, kilka tylko obrazów przerażająco zniszczonych miasteczek. Za to wielka apoteoza sprytu Amerykanina, którego trzeba odbić nie bacząc na straty. A że przy okazji kilka tysięcy mieszkańców Bałkanów może stracić życie – oj, to ofiary niezbędne do ratowana świata. Sic!

Co jeszcze? Wątek personalny. Muszę się nauczyć widzieć w napotkanym człowieku istotę myślącą, zdolną do podejmowania racjonalnych wyborów i będącą w stanie odpowiadać za nie. Niestety z przerażeniem stwierdzam, że przytłaczająca część polskiego społeczeństwa nie jest w stanie spełnić tego warunku. Im więcej spotykam takich osób, tym bardziej mój brak zaufania, że ktoś jest sobie w stanie poradzić maleje. Kiedy więc w końcu spotykam osobę, która jest w stanie dokonać owych wyborów, to próbuję jej pomóc, perswadując swój punkt widzenia. A potem mam żal do siebie, albo się niepotrzebnie zamartwiam. Szalenie utrudnia to pracę w zespole, co w dzisiejszym świecie jest podstawową umiejętnością wymaganą na rynku pracy.

Ciągle też myślę o wyjeździe na MoR. Pozostało już tylko 15 dni. Nie mogę się doczekać. 6 dni, blisko 40 kapel i 10 tysięcy metali. Oj, chyba tego ostatniego najbardziej mi brakuje. Z jednej strony pewnie przytłaczająca część nas jest w pewnym stopniu muzycznymi rasistami i dyskryminujemy ludzi tylko ze względu na gatunek muzyki, jaki słuchają (przyznaję sama do nich należę) ale z drugiej strony kiedy widzę kostkę metala to wiem, że obok stoi mój brat. Rzut okiem na kapele i wiem jakie rozterki go targają. Czy to wesoły człowieczek od fajek i piwka, złośliwy i nieufny samotnik, nękany rozterkami egzystencjalnymi metafizyk, wkurzony na cały świat nacjonalista, szczery przyjaciel, chodzący człowiek-gitara, wojownik (i tu nie mam na myśli przenośni), literat, a może darzący najpierw rezerwą, a potem wielką przyjaźnią kumpel. Na codzień mijamy siebie, ograniczając się do najczęściej niewielkiego grona wypróbowanych znajomych (w których gronie zawsze znajduje się ten od którego fajki się pożycza, i ten który nigdy się do browara nie chce dołożyć ;) w autobusach raczej nie siadamy obok siebie, zawsze jednak z zainteresowaniem badając koszulkę/kostkę i dumając chwilę nad poświęceniem (nazywanym przez niektórych głupotą) metala który w temp. 31 stopni zachrzania w glanach (nie mówiąc już o nowych glanach, które zanim się wyrobią ścierają stopy do krwi – jak mi dzisiaj). Na festiwalach stawia się browara nie wiadomo komu, pali fajki ze znajomym z namiotu i organizuje zbiórkę na bilet dla łajzy, która zgubiła portfel. Wiemy kim jesteśmy i dlaczego jesteśmy. Nic nie integruje bardziej niż posiniaczone nogi od pogowania pod sceną ulubionej kapeli. Eh... już niedługo.

Na koniec: Zasypiam i wiem, że rano będę chciała otworzyć oczy. Rozespana i nie dokońca wybudzona ze snu będę kontynuowała w myślach opowieść, aż zamknie swoje brzegi. Zanim jednak wstanę i zapiszę – umknie spłoszona i nie wróci. Czasami wracają – po 3-4 latach znowu chichoczą do mnie w śnie. Ale cóż z tego, że uciekną – w końcu mam wakacje!

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Dzisiaj chyba całkowicie się z tobą zgadzam.
1. Są ludzie, którzy boją się zrobić cokolwiek, co mogłoby się innym wydawać nie do końca racjonalne. Za boją opinii innych bo wiedzą, że są w stanie utrzymać tego, co sami wymyślą. O ile potrafią wymyślić...
To, co zrobił ten człowiek, to właśnie jest odwaga.
2. O Amerykańcach, jako narodzie, wypowiadałam się już i drugi raz wyklinać nie będe...
3. Nie mogę się na ten temat wypowiedzieć, bo jak zacznę, to nie skończę. A jeśli skończe, to potem wyskoczę przez okno. Wystarczy poczytać komentarze na wp czy onecie. InteligĘci się, kurde, znaleźli..
4. Jeśli chodzi o muzykę... Cóż, metali lubię najbardziej. Ale sama chyba metalem nie jestem. Ja tylko metalu słucham. Chciałabym do jakiejś grupy należeć, ale do żadnej nie mogę się dopasować. Szkoda..

Anonimowy pisze...

Dziękuję Tobie za te wszystkie długaśne komentarze,one zawsze jakoś tak.. pobudzają mnie do działania,żeby wziąść to swoje życie w ręce i coś z nim zrobić..
a dopiero co obudziłam się z koszmaru sennego..(że na moim świadectwie maturalnym które jutro otrzymam nie było napisanr ile % tylko jakies dziwne liczby których nikt nie mógł rozszyfrować..brr..). Boże jak ja się boję jutra... brzuch mnie boli.. ale zaraz zajmę się czymś na cały dzień.. gitarka+książki (Saga o ludziach lodu- tom 6- polecam ^^ całą Sagę xD chociaz doszłam dopiero do 6 ;p ale wciąga, akcja dzieje się w Nowergii/Danii xD przekleństwo ciążące na rodzinie, potomkach,to jest coś!! :D ).

No a teraz odnośnie Twojego postu. Ten człowiek.. to po prostu wzór do naśladowania. Ja nie mogłabym tak rzucić tego życia jakie mam.. chociaż jest czasem ciężko itd.. ale odciać się od domu, miasta w którym się wychowałam, rodziny i przyajciół.. to chyba przerosłoby moje siły.. bo nawet jak pójde na studia to jednak wiem ze tu przecież będę wracać.

z filmów to ja najbardizej lubię fantasy i komedie romantyczne :P

A co do metali- to chyba przeszła mi ta faza na chodzenie z kotką (ale kostkę mam w szafie i czasami myślę żęby ją 'odświeżyć' i jakos na nowo wyszyc na niej rózne zespoły itp, tyle ze te zespoły ciągle się zmieniają jakie słucham,mam takie fazy to na jeden,to na drugi. ale chyba najczęsciej to ja słucham ścieżek dzwiekowych z filmów:P). nie mam nic do metali, wiem że to wartościowi ludzie, chociaz czasami mają swoje wady (np to że większośc uwielbia pić). nigdy nie zapomnę jak byłam na takich 'konfrontacjach muzycznych' i tam rózne zespoły z okolicy mojego miasta były.. i pamiętam jak mnie moja rprzyjaciolka przedstawiała roznym ludziom i każdy przy przywitaniu mnie przytulał ;p to było coś takiego nieznanego, bo wczesniej to tylko na przytul to z przyjaciółmi bliskimim, a tu obcy ludzie raz po raz mnie przytulali xD chyba do konca życia tego nie zapomne ;p metalowcy są tacy otwarci, to trzeba przyznać, cenię to w nich bardzo. nie każdy tak potrafi. podejśc i przytulić obcego człowieka. niektórzy nawet bliskich nie przytulają.

Ethelen pisze...

Widzę, że moje dwie ulubione komentatorki od pokaźnych komentarzy tu zajrzały :)He, he nie jestem sama w swoich "taśmociągach" jak to niektórzy określają :)

Atha - Metalem nie jest się przez przynależność do jakiejś grupy. Jest się - albo i nie :)A jak się jest, to zawsze prędzej czy później trafi swój na swego. Choć z drugiej strony rację ma Emma, że takie spotkania prędzej czy później kończą się na wspólnym piwie, a często i do tego fajce. Jakaś taka cecha sprzężona chyba.

Emma - będę trzymać kciuki. Zresztą małego taśmociągutka zaraz Ci napiszę :)

Anonimowy pisze...

Hej Ethelen! :)
No to najpierw napiszę moje wyniki z matur =p polski rozszerzony 56%, angielski r. 63%, historia podstawowa 62%. Może być troche mało na UG, ale nadal trzymam się nadziei. Potem będę się martwić najwyżej. Ale i tak się cieszę,że zdałam.. bo słyszałam że tylko 79 % maturzystów zdało.. także mogłam nie zdać i dopiero bym miała problem..

No a taśmociągi są fajne xD

Moja siostra ma całą Sagę o ludziach lodu w książkach ^^ Teraz zaczęłam 7 tom :) Uwielbiam to czytać wieczorami, najlepiej mi się czyta tak od 21 do 23:00, potem już kończę z rozsądku, bo do 12:00 spać nie lubię :P Przeciętnie wstsaję o 9:30 w trybie letnim-wakacyjnym ;D
cdn

Anonimowy pisze...

no,już moge dalej pisac,bo mnie sisotra z kompa wywaliła na moment..

no to co ja chciałam napisać.. hmm

aha!
Alexanderrr xD Chyba historia jego i Cecylii najbardziej mnie na razie poruszyła, takie niezwykłe małżeństwo, ta ich noc poślubna z szachami :D A później to ciche uczucie które tak pięknie rozkwitło ^^

I wiesz co najlepsze jest w maturze? Że dostałam od rodizny fajne prezenty z tej okazji xD Moja najbliższa rodzinka się zapowiedziała ze wpadną do mnie z gratulacjami, a ja mówiłam, że przecież jest możliwosc że mogę nie zdać, ale powiedzieli wtedy że jakbym nie zdała to i tak przyjdą mnie pocieszyć :P
I zebrałam od rodzinki 2 bukiety kwiatów, czekoladki, 3 książki ("Szczęściosan", "Poradnik jazdy konnej" i "Wielki rzeki światA"), czarny pasek i od cioci jednej bluzkę, w kolorze na który sama bym się nigdy nie odważyła (żółty:P). Tak, to zdecydowanie plus zdawania matur :P I od babci kase, chociaż nie wiem czemu, bo dała mi już kwiaty :P Ale powiedziała, że chciała mi kupić książkę, a ja mam ich już tyle i nie wiedziała jaką wybrać i mam sobie sama kupić :P Tak więc czeka mnie miła wyprawa do Empiku x) Bo mam pare książek na oku (jestem uzależniona od takich z serii "Perełki"- sztuka po 2,50 zł :P A mają piękne cytaty i zdjęcia; tak ogólnie to ja kocham wszystkie książeczki z cytatmi i zdjęciami ładnymi :P Chociaż już nie mam prawie miejsca na półkach,ale co tam ;p książek nigdy za wiele!).

No to by było tyle z nowości z mojego życia.
A tak poza tym, to zasłuchuję się dziś w muzyce Jack'a Johnsona- akustyczne,spokojne, uspokajające brzmienia. (; polecam na wieczorki :)

Anonimowy pisze...

Martucha,
Masz rację.H ym trzeba być odważnym ,by powiedzieć dość i rozpocząć od nowa.
Co do ludzi, hym
rożnie bywa ,wiesz o tym dobrze.
Nie raz te pierdoły życiowe mają się lepiej od nas.
Czasami trzeba im jebnąc by działały.
Dziwny jest ten świat tak samo jak my:D
Bużka

Anonimowy pisze...

dotartłam do 8 tomu Ludzi Lodu ;D Zdziwiło mnie,że pod koniec 7 tomu Mikael się odnalazł i teraz jestem strasznie cieakawa jakie są jego losy ( w 9 tomie) o których wspominałaś. ale to wciągaaa xD

Anonimowy pisze...

wiesz co, ten 9 tom jest naprawdę wzruszający. Wczoraj normalnie miałam łzy w oczach jak przeczytałam że Tarald zginął pod drzewem,a Are leży na łożu śmierci. Szłam spać koło 24:00 z łzami w oczach i aż mi poleciały na poduszkę, kurcze, jestem zbyt sentymentalna wobec książek i postaci jakie tam są ;p no ale czekam aż Anette okarze miłość Mikaelowi i mam nadzieję że Mikael pozbędzie się tych ataków, to jak depresja pewnie dla niego. jeju jak mi go żal :(


Ale nie o tym chciałam pisać, wiesz co, nie dostałam się na UG. tzn mam szansę dostać się na filologie polską (bo jestem 22 na liście rezerwowej). ale tam nie chcę. w poniedziałek jadę złożyć papiery+kase w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Tczewie,miałabym blisko domu,zaledwie jakieś 40 min pociągiem droga, codziennie byłabym u siebie, a ja chociaż marzyłam o studiowaniu filologi angielskiej na UG to podświadomie wcale nie chciałam opuszczać domu.. no i jadę tam w pon. dowiedzieć się czy jest dla mnie miejsce,złoże wszystkie dokumenty,zapłacę kasę (420zł bo to w ratach się płaci bo to jakies tam prywatne..). no i muszą mi powiedzieć na dzień dobry czy jest dla mnie miejsce,bo jak nie to wtedy pójdę juz na tą filologie polską na UG.. jak będę zmuszona do tego. ale taaaaaak teraz napaliłam się na to Kolegium jejuuu, po 3 latach miałabym dyplom że mogę uczyć w szkołach oraz licencjata, i mogłabym potem iść na uczelnię dowolną uczyć się 2 lata na magistra, wziełabym specjalizację tłumacza i byłoby wszystko pięknie x) Ah, marzę o Tczewie teraz! wejdź sobie na tą strone i zobacz,budynek prezentuje się ciekawie :) nkjo-tczew.edu.pl , w jakiejś zakładce jest foto :) Przypomina trochę moje liceum, ta czerwona cegła :D prawie jak Hogwart :P hehe ;p ale głównie rozchodzi mi się o to, że byłabym codziennie w domu :)